<< >>
Strona główna > Filie biblioteczne > Wypożyczalnia Nr 97 > Wernisaż wystawy malarstwa Krystyny Panasiuk – Oniśko w Wypożyczalni nr 97 - relacja 2
Wernisaż wystawy malarstwa Krystyny Panasiuk – Oniśko w Wypożyczalni nr 97 - relacja 2

Oswajanie widzialnej rzeczywistości


Malarstwo Krystyny Panasiuk - Oniśko


Za mojej pamięci ogromnie zmienił się styl uczestniczenia w życiu  artystycznym.

W latach 60 i 70 można było spotkać licznych malarzy, którzy po ukończeniu studiów nieraz u bardzo wybitnych profesorów, nie pędzili ku karierze, lecz uprawiali malarstwo z miłości do sztuki. Taka postawa nie musiała skutkować zepchnięciem na margines, bo ówczesne formy organizacyjne życia artystycznego umożliwiały zaistnienie bardzo różnym artystom. Widywało się ich prace na dużych wystawach zbiorowych, widywało się je też w postaci niewielkich wystaw indywidualnych, pomimo że w owych czasach nie było galerii prywatnych. Udziałów w wystawach nie traktowali oni jako szczebli do kariery, lecz jako okazje do konfrontacji wyników własnej pracy z pracą kolegów i z opinią zainteresowanej publiczności, choć ta ostatnia nigdy w naszym kraju nie była szeroka.

Ten szlachetnie skromny typ artysty zaniknął dziś niemal całkowicie . Nie sprzyja mu kurczenie się obszaru malarstwa w publicznej przestrzeni sztuki, nie sprzyja też zmiana pojęć na temat tego, czym malarstwo być może. Kiedy więc gdzieś na obrzeżach życia artystycznego pojawia się taka wystawa, jak ostatnia prezentacja malarstwa Krystyny Panasiuk – Oniśko, w Wypożyczalni dla Dorosłych i Młodzieży – Centrum Informacji im. Jana Nowaka-Jeziorańskiego Nr 97 (ul. Czerniakowska 178 A), witamy ją
z miłym zdziwieniem. Artystka ukończyła Akademię Sztuk Pięknych
w Warszawie w roku 1961. Była uczennicą Jana Cybisa. Od wielu lat maluje dlatego, że chce być pogodzona ze światem a malarstwo jest dla niej źródłem pozytywnej energii życiowej. Jej prace wyrastają z tradycji, ale ich autorka nie czuje się przez tradycję skrępowana. Prawdę mówiąc, niewiele tu pozostało śladów szkoły Jana Cybisa. W motywach kwiatowych z dawniejszych lat pobrzmiewa raczej echo zielnika Stanisława Wyspiańskiego. Pastel przedstawiający oszklone drzwi uchylone na taras, za którymi kłębi się gęstwina roślinności ogrodu, też dyskretnie nawiązuje do Wyspiańskiego lub Mehoffera. Odczytuję go jako symbol tęsknoty za pełnią życia. Życia, do którego prowadzą drzwi nie całkiem zamknięte, ale też nie w pełni otwarte.

Wychodząc od takich klimatów, malarka w ostatnich latach śmiało zwraca swój wzrok ku powstającym w Warszawie wieżowcom ze stali
i szkła. Maluje też ekspresyjne konstrukcje nowych warszawskich mostów podwieszanych. Zadziwiły mnie szczególnie wizje nowej architektury. Wygląda na to, że artystka zaczęła od znalezienia jej „genealogii” w postaci domu handlowego „Smyk”, zbudowanego jeszcze w latach 50, ale oglądanego i malowanego obecnie (niektórzy pamiętają, że był to niegdyś Centralny Dom Towarowy, a jeszcze wcześniej funkcjonował krótko pod prowizoryczną nazwą Pedet-Gigant!). W ten  sposób „oswoiwszy” temat, idzie dalej: maluje grę świateł na szybach nowych kolosów, maluje zmienność świateł i cieni na ich potężnych bryłach. Osiąga zaskakujący efekt: pod jej pędzlem te konstrukcje przestają być zimne i odpychające. Skłonny jestem przyznać, że mają w sobie nawet jakąś poezję, szczególnie gdy pojawiają się na tle nieba lub kiedy niebo się w nich odbija. Te wizje przywracają zapomnianą już nieco funkcję malarstwa: sugerowanie widzowi oglądu rzeczywistości. Teraz chyba zacznę patrzeć na „warszawski Manhattan” oczyma Krystyny Panasiuk.

 

Jacek Antoni Zieliński