<< >>
Strona główna

"W śnieżną noc" John Green, Maureen Johnson, Lauren Myracle

Co robić w te jesienno-zimowe, mroźne i nieco przydługie wieczory? Otulić się kocykiem, zaparzyć dobrą herbatę i poczytać coś przyjemnego, co nieco ociepli te chłodne i trochę ponure dni. Ciekawą propozycję dla wielbicieli świątecznych klimatów (i nie tylko) stanowi książka „W śnieżną noc” będąca zapisem trzech różnych historii stworzonych przez troje różnych amerykańskich pisarzy – Johna Greena, Maureen Johnson oraz Lauren Myracle.
Wspólnym mianownikiem dla wszystkich trzech opowieści jest motyw świąt, śnieżnych świąt, czyli takich, o których każdy z nas skrycie marzy każdego roku. Jednak mieszkańców miasteczka Gracetown nawiedza w Wigilię burza śnieżna, która psuje świąteczne plany bohaterom opowieści. „W śnieżną noc” to jednak nie tylko książka o świętach i całej ich magicznej otoczce – to także historie o miłości, sile przyjaźni, zwykłych problemach, z którymi mierzy się wielu z nas każdego dnia, nie tylko od święta. Bohaterowie każdej opowieści to zwykli nastolatkowie, którym daleko do ideału, którzy także przeżywają zawody miłosne, rodzinne tragedie, którzy również dźwigają bagaż różnych, także tych negatywnych doświadczeń.
„W śnieżną noc” nie jest lekturą dla tych, którzy oczekują intryg, złożoności, komplikacji, którzy stronią od romantycznych, prostych i przyjemnych historii. Gdyż właśnie taka jest ta książka i w takim celu została napisana, jak przypuszczam – żeby obudzić ducha świąt, oddać ich – może nieco już oklepaną i dla wielu nieaktualną – magię, wlać nadzieję w serca czytelników zwłaszcza w tym trudnym dla wszystkich czasie. Jest to powieść dla tych, którzy chcą odciąć się nieco od ponurych realiów i po prostu – lepiej się poczuć, poprawić sobie humor. Jak każda tego typu książka, dzieło Greena, Johnson i Myracle jest nieco przerysowane i „cukierkowe”, ale przez wzgląd na specyfikę i gatunek powieści – są to cechy jak najbardziej pożądane.
W związku z powyższym uważam, że „W śnieżną noc” to idealna propozycja zwłaszcza na listopadowe i grudniowe wieczory, chociaż jest to uniwersalnie dobry „poprawiacz humoru”, nie tylko od święta. Lektura tej książki jest jak ciepłe słowo, czuły gest, miłe spotkanie, lekarstwo na jesienno-zimową chandrę. Jeśli brakuje nam tego na co dzień, jeśli chcemy zaznać ciut przyjemności – warto po nią sięgnąć.